Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
3. There's no way of knowing.

3. There's no way of knowing.

Spóźniony. Wiem.
Liceum. Wiecie.
xDD

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babola :*


Obudziła się w podłym nastroju. Nie musiała nawet otwierać oczu by wiedzieć, że niebo jest zachmurzone, na podłodze jej pokoju leży góra śmieci, ma jakieś 15 nieodebranych e- maili i około 30 wiadomości na poczcie głosowej. Od Kaylee oczywiście.
Otworzyła oczy i uświadomiła sobie, że nigdy nie miała tak ogromnej ochoty, by potraktować swoją przyjaciółkę tak, jak większość facetów traktuje piłkę do futbolu.
Wstała z łóżka i sztywnym krokiem wyszła z pokoju, nie zwracając specjalnej uwagi na to, co akurat zdeptuje.
-Vally, wstałaś już?- Głos jej mamy dobiegał z kuchni na parterze. Jak zwykle była ucieszona życiem, kochała świat i nawet brak słońca nie przeszkadzał jej uśmiechowi w wyżłobieniu na twarzy kilku zmarszczek.
-Niestety.- Burknęła Val, powoli staczając się po schodach.
-Widzę, że od rana masz wspaniały nastrój.- Zauważyła kobieta, gdy Valerie usiadła już przy stole i położyła głowę na blacie.
-A ty masz niesamowicie wyrafinowane poczucie humoru.
-Dobrze, wymieniłyśmy już poranne uprzejmości... Chcesz płatki?- Zapytała trochę bezcelowo, bo w tym samym momencie postawiła przed dziewczyną miskę chocapica z ciepłym mlekiem.- Ja muszę już lecieć do pracy. Pamiętaj, żeby zamknąć drzwi, okey?
Valerie nieprzytomnie kiwnęła głową, po czym jej matka ucałowała ją we włosy i wyszła z domu, lekko trzaskając drzwiami. Ruda uniosła głowę i utkwiła wzrok w suficie.
Orkiestra.
-Zabiję cię, Kaylee.- Mruknęła, zabierając się do jedzenia płatków.
Po jakichś trzydziestu minutach, gdy Valerie siedziała w salonie i wpatrywała się w niezwykle absorbujący widok za oknem, z podjazdu dało się słyszeć przeciągłe trąbienie. Val szybko wstała, chwyciła torbę i wybiegła z domu, oczywiście zamykając za sobą drzwi. Stanęła na schodach, podparła się pod boki i wbiła wściekły wzrok w brunetkę siedzącą za kierownicą starego, granatowego Plymoutha.
-Wsiadasz, czy wolisz iść na nogach?- Zawołała Kaylee, wychylając się przez okno. Valerie nie odpowiedziała, tylko sapnęła wściekle, podeszła do samochodu i wsiadła do niego. Każdym, nawet najdrobniejszym gestem obwieszczała światu, że jest niesamowicie wściekła.
-A wiolonczela?- Zapytała Kaylee słodkim głosem i zatrzepotała rzęsami.
-W domu.- Burknęła ruda, zapinając pasy.
-Umawiałyśmy się wczoraj, że pójdziemy razem na przesłuchanie. Jak chcesz grać?- Zapytała Lee, usiłując spojrzeć Valerie w oczy.
-Nie umówiłyśmy się, tylko ty się umówiłaś. Nie mam zamiaru nigdzie grać.
-W piątek na spotkaniu mówiłaś coś zupełnie innego!
-A co miałam powiedzieć do nauczycielki? Żeby się pocałowała w zad?
-No chociażby! Przynajmniej tak bym się nie nastawiała!- Wykrzyknęła Kaylee.- Idziesz na to przesłuchanie i będziesz grać w orkiestrze!
-A od kiedy to ty wiesz najlepiej, co będę robić?!
-Tego nie wiem, ale jestem jedną z osób, które chcą dla ciebie dobrze.- Warknęła brunetka.- Zamiataj po tą wiolonczelę, ale to już!
-Och, trzymaj mnie, moje nogi aż same rwą się do biegu.- Fuknęła ruda, przeciągając się leniwie.
-Precz! Po wiolonczelę! Raz dwa! Zagrasz im Piratów z Karaibów, a potem będziesz mogła się buntować.- Postanowiła Kay i otworzyła przyjaciółce drzwi.
-Dziś mogę zagrać co najwyżej temat z Requiem dla Snu.
-Myślę, że nawet to usatysfakcjonuje naszą szefową. Widziałaś, kto był na tym spotkaniu?- Zapytała brunetka, najwyraźniej mając na myśli napalone pierwszaki z umiejętnościami godnymi zaspanych orangutanów.
-Nie dam rady takiej konkurencji!- Załkała Valerie, na co Kay zmierzyła ją lodowatym spojrzeniem. Ruda ociągała się jeszcze przez kilka minut, po czym wreszcie przyniosła wiolonczelę i wpakowała ją na tylne siedzenie samochodu przyjaciółki.
-A twój saksofon? Tylko mi nie mów...- Zaczęła Val, zaciskając pięści.
-Spokojnie, Brendon go wziął. Niestety mój grat nie pomieści aż tyle.- Zaśmiała się Kaylee, wskazując głową na wypchane do granic możliwości miejsce na tylnych siedzeniach.
-No tak, Mr. Urie jest idealny również w domu. Uwielbiany uczeń, kochany brat, genialny...
-Daj spokój! Niepotrzebnie o nim wspominałam.- Warknęła Kay, odpalając silnik Plymoutha.
-Masz rację. Niepotrzebnie o nim wspominałaś.
Na dźwięk tych słów Kay tylko przewróciła oczami i wreszcie odjechały w kierunku szkoły.
***
Od rana szukała jakiejkolwiek drogi ucieczki. Miała zamiar nawet wydać parę dolców na autobus i wrócić do domu, zanim Kaylee zdążyłaby zaciągnąć ją na przesłuchanie. Wszystko miałaby z głowy.
No, brunetka zapewne nie rozmawiałaby z nią przez tydzień i Valerie musiałaby dojeżdżać przez ten czas do szkoły zdezelowanym, żółtym olbrzymem, ale przecież walka wymaga ofiar.
Po hiszpańskim, czyli ostatniej lekcji dziewczyn, Valerie miała zamiar wybiec z sali jako pierwsza i pognać przed siebie tak szybko, jak pozwalała jej na to przeraźliwie ciężka torba i niezbyt długie nogi. Jednak tym razem Kaylee w zadziwiająco szybkim tempie stanęła u jej boku i uśmiechnęła się słodko, tak samo, jak uśmiechała się przez calutki dzień w szkole.
Nawet gdy miały osobne lekcje, Kay jakimś cudem dołączała do Valerie tuż po tym, jak ruda przekroczyła próg klasy i wyszła na korytarz. Na dłuższą metę było to naprawdę męczące.
-Co cię tak bawi?- Zapytała Valerie, patrząc na Kaylee z wyższością.
-Nic. Fajnie wyglądasz, jak się wściekasz.- Zaśmiała się Kay. Miała tak zaraźliwy śmiech, że nawet Val nie mogła się powstrzymać, a kąciki jej ust lekko się uniosły.
W tym samym momencie przyszedł jej do głowy conajmniej dziwny pomysł.
-Muszę iść do toalety.- Oświadczyła, szybkim krokiem przemierzając korytarz.
-Okey.- Westchnęła Kay, podążając za rudą.
-Co, obudziły się w tobie nieznane dotąd pokłady perwersji?- Zapytała Valerie, gdy stały już pod drzwiami do damskiej łazienki.
-Mrrr, tygrysie.- Zamruczała Lee, na co Valerie aż od niej odskoczyła.- Oj przestań, pożartować nie można? Umyję sobie ręce, higieny nigdy za wiele.- Powiedziała i uśmiechnęła się na widok niezmiennie przerażonej twarzy Val.
-Dobra.- Szepnęła Valerie i głośno przełknęła ślinę.
-Głuuupkuuuu!- Westchnęła Lee, wchodząc do łazienki.
-No już, dobra. Przecież wiem.- Uświadomiła ją Valerie, wchodząc do kabiny na końcu ‘korytarza’. Wszystkie były wolne, jednak wybrała właśnie ta umieszczoną najdalej od drzwi. Dlaczego?
Proste. Tam było okno.
Szybko zasunęła rygiel (nie ma to jak ultranowoczesna technologia), wspięła się na klozet i ostrożnie otworzyła okno, które to oczywiście zaskrzypiało przeraźliwie. Valerie mocno zacisnęła powieki i trwała w bezruchu przez kilka sekund, jednak nie usłyszała żadnych kroków, czy głosu Kaylee. Odetchnęła więc głęboko, wrzuciła torbę na parapet (okno było oczywiście nieco wyżej, niż normalnie), po czym sama wspięła się na niego. Rozejrzała się dookoła; nikogo nie było. W końcu kto normalny włóczy się gdzieś na tyłach szkoły, gdy może być w tym czasie w domu?
Powoli uniosła lewą nogę i ułożyła ją na parapecie, po czym to samo zrobiła z prawą.
-Teraz, albo nigdy.- Mruknęła, po czym przełknęła ślinę.
No tak. Najgorszy występek, jaki miała na swoim koncie, to przypadkowe wyrzucenie doniczki przez okno. Nigdy specjalnie nie dawała znać o swoim istnieniu innym uczniom, a tym bardziej nauczycielom.
Gdy otworzyła oczy, mimowolnie spojrzała w dół. Nadzieja na to, że jej lęk wysokości nie paraliżuje jej na poziomie jakichś 2 metrów, była złudna. Świat nagle zawirował, jej żołądek wykonał jakiś dziwny taniec, który zakończył chyba już w przełyku, a spocone dłonie bezwiednie zsunęły się z okna. Valerie głośno krzyknęła ze strachu i w nagłym odruchu chwyciła się parapetu po zewnętrznej stronie okna.
Teraz to jej nogi zaczęły się zsuwać. Nie było ciekawie, oj nie...
-Valerie? Coś się stało?- Zaniepokoiła się Kaylee, szybko podbiegając pod drzwi kabiny.
-Kaylee, ja umrę!- Wrzasnęła dziewczyna, usiłując utrzymać spocone dłonie na parapecie i uspokoić drgające nogi.
Teraz mogła założyć się sama ze sobą, w którą stronę poleci. Podwórko szkolne czy klozet?
-Valerie, co się dzieje?!- Wrzasnęła Kay, waląc pięścią w drzwi.
-Lee, błagam, pomóż mi, ja zaraz spadnę!- Wykrzyknęła, a po jej czole spłynęła kropla zimnego potu. Chciała unieść jedną dłoń i złapać się ramy okiennej, jednak to równałoby się z niechybnym upadkiem na głowę prosto w jakieś niezbyt przyjazne krzaki.
-Poczekaj, Val, trzymaj się!- Pisnęła Kaylee, niezbyt dobrze wiedząc, co ma robić. Przez chwilę stała w miejscu i błagalnie spoglądała we własne odbicie w lustrze, po czym wreszcie wybiegła na korytarz i ryknęła:- POMOCYYYYY!
Kilka sekund bez odzewu przeciągały się jak wieczność, jednak wreszcie za rogiem pojawiła się jakaś sylwetka. Po chwili do Kaylee podbiegł przystojny brunet średniego wzrostu, w którym z wielkim trudem rozpoznała swojego brata.
-Czego wrzeszczysz?- Zapytał się, groźnie marszcząc brwi.
-Valerie zaraz zginie, jest w toalecie, coś jej się stało i zaraz spadnie, Brendon, ona nie...
Chłopak chwycił siostrę za rękę i szybko wszedł do łazienki.
-Gdzie ona jest?- Zapytał, spoglądając na sufit.
-Na końcu! W kabinie na końcu!- Wykrzyknęła Kay, a do jej oczu nabiegły łzy.
-A co to za impreza?- Zapytał okrągły chłopak, który przybiegł na miejsce za Brendonem.
-Brent, zamknij się!- Wrzasnęła Kaylee, obrzucając chłopaka morderczym spojrzeniem. Ten tylko wzruszył ramionami i oparł się o ścianę.
W tym czasie Brendon zdążył już dojść do kabiny na końcu.
-Haloooo? Czy ktoś tam ma wyjątkowo złośliwe zatwardzenie?- Zaświergotał, delikatnie pukając w białe drzwi.
-Kaylee, zabierz go stąąąąąąąąd!!!- Wrzasnęła Valerie, teraz pozbawiona już wszelkiej nadziei na brak uszkodzeń.
-Bden, nie słuchaj jej, wywal te drzwi i uratuj ją, cokolwiek się dzieje!- Załkała Kay, w jednej sekundzie podbiegając do brata.
-Okey.- Wyszczerzył się, po czym z całej siły kopnął w drzwi. Na niewiele się to zdało, jedynym skutkiem była jego boląca stopa.
-Zabierz go stąd! Zabieraj tego przykurcza! Jeszcze zrobi sobie krzywdę!- Wrzeszczała Valerie, czym chyba nieco ruszyła Bdena. Tym razem jego kopniak był na tyle mocny, że zniszczył zamek, a drzwi kabiny dały się otworzyć.
-Co ty ro...- Przerwał, ze zdziwieniem patrząc na Valerie wiszącą w oknie. Trzy czwarte jej ciała znajdowały się już po drugiej stronie, stopy ślizgały się po parapecie, a przeraźliwie ciężka torba niebezpiecznie przechylała się w stronę podwórka. Chłopak szybko wskoczył na klozet i chwycił Valerie w pasie, usiłując przyciągnąć dziewczynę do siebie.
-Spadaj zboczeńcu! Odwal się ode mnie! Kaylee, zabierz go, ale teraz, w tej chwili!- Krzyczała Val i aż rozluźniła dłonie, którymi do tej pory ściskała parapet. Nie zdążyła nawet pomyśleć o tym, co robi, gdy w jednej chwili leżała na zimnej, średnio czystej podłodze, z jęczącym Brendonem pod sobą.
-Możesz... ze mnie... zejść?- Wydukał, usiłując złapać oddech.
-Czy ja nie żyję? Jestem w piekle?- Zapytała, gdy dojrzała twarz pochylającego się nad nią Brenta.
-W piekle miałbym na sobie tylko bokserki.- Powiedział chłopak i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
Valerie w jednej chwili odzyskała kontakt ze światem i wstała z Brendona, chwytając się przy tym Brenta.
-Val! Nic ci nie jest?!- Pisnęła Kaylee, która najwyraźniej dopiero wtedy odzyskała głos i jako takie panowanie nad sobą.
-Jest okey.- Mruknęła ruda, otrzepując bluzkę i z niesmakiem spoglądając na otarte łokcie. Tym samym wzrokiem obdarowała Brendona, a w następnej chwili zarzucała już torbę na ramię i zmierzała w kierunku wyjścia.
-A jakieś dziękuję?- Zapytał Bden, momentalnie pojawiając się przed jej twarzą.
-Podziękuję ci, jeżeli właśnie w tej chwili znikniesz mi z oczu.- Warknęła. Chłopak pozostał niewzruszony.- Spieprzaj.- Burknęła, ruszając w kierunku drzwi.- Chuck Norris się znalazł, ratownik za trzy centy...
Brendon już otworzył usta, by odpowiedzieć Val coś równie miłego, jednak powstrzymał go przepraszający wzrok Kaylee i jej dłonie na jego dłoniach. Gdy brunetka zobaczyła, że Bden powoli wypuszcza powietrze z płuc, uśmiechnęła się do niego i szybko pobiegła za przyjaciółką.
***
-Kaylee, chyba nigdy nie pragnęłaś śmierci tak bardzo, jak teraz, co?- Zapytała Valerie, uśmiechając się szeroko. Wyglądało to conajmniej dziwnie.
-Nie wiem, o co ci chodzi.- Mruknęła brunetka, wyraźnie unikając wzroku przyjaciółki.
-DUET NA FORTEPIAN I WIOLONCZELĘ?!?!?!- Ryknęła Valerie. Zrobiła to na tyle głośno, że wszyscy członkowie nowo powstałej orkiestry wychodzący właśnie ze szkoły obrócili się w ich kierunku.
-Berrington prosiła, żeby przynieść jej jakieś ciekawe nuty... więc przyniosłam. Poza tym, przecież nie jesteś jedyną wiolonczelistką w orkiestrze, więc o co ci chodzi?
-Nie jestem jedyną, ale zbyt dobrze cię znam, żeby to olać. Chcesz mnie wrobić, tak? W duet z twoim kochanym braciszkiem?- Zapytała Val, tym razem ściszając głos do jadowitego szeptu.
-Valerie? Jak dobrze, że zdążyłam cię złapać!- Wykrzyknęła blond włosa, okrągła kobieta biegnąca w kierunku dziewczyn. Jej falbaniasta sukienka jakby płynęła z wiatrem, a rozpuszczone włosy lekko falowały ponad jej ramionami.- Rozmawiałam już z chłopakiem, jest taki uroczy, kochany chłopiec, naprawdę... zgodził się. Teraz ty. Zagracie mi ten duet?
-Duet?- Słowa wypowiadane przez Berrington z prędkością światła wyjątkowo powoli zagnieżdżały się w myślach Valerie.
-Ten, który podsunęła mi Kaylee.- Uśmiechnęła się do dziewczyny.- Jest naprawdę świetny, a ty masz największe umiejętności ze wszystkich naszych wiolonczelistów, spokojnie sobie z nim poradzisz. Mam już fortepian, potrzebuję tylko wiolonczeli, proszę, zgódź się!- Kobieta mówiła coraz szybciej i coraz głośniej, a Valerie coraz mniej z tego rozumiała.
-Ale kiedy, jak, jaki duet...?
-Nie wiem, chciałabym na Walentynki, jest taki... Tak, to genialny pomysł, wystawię was na Walentynki! Albo jeszcze przed Bożym Narodzeniem! Nie, nie zdążymy... Ale tak, Walentynki to genialny pomysł, tak... Czyli co, zgadzasz się? Super, wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. No lećcie już do domu, uczcie się, czy co wy tam robicie. Do zobaczenia!- Wykrzyknęła, po czym szybko pobiegła do swojego samochodu. Valerie spojrzała na Kaylee ze zdziwioną miną i skinęła głową w kierunku Berrington.
-Co to było?- Zapytała, nie spuszczając wzroku z rumieniącej się przyjaciółki.
-Właśnie... Zgodziłaś się na duet z Brendonem.- Wydukała Kaylee, po czym szybko odsunęła się od Valerie.
Miała wrażenie, że jej przyjaciółka za chwilę dosłownie wybuchnie, pozostawiając po sobie tylko czarną dziurę w asfalcie i niespełnione marzenia Berrington o niepowtarzalnym duecie Brendon & Valerie.


tragic-cigarette 8/03/2009 18:56:24 [Powrót] Komentuj



a tymczasem u mnie nowa ;)
zapraszam^^
PunkNymph 25/06/2009 19:25:28
| brak www IP: 195.116.69.2

Zapraszam do siebie na nowy notkę!
Tak, piszę w tym roku testy gimnazjalne.
A ty?
Ilovepatd / K. 14/04/2009 17:36:59
| brak www IP: 87.207.98.104

dzień dobry. powracam z nową notką na my-dream--our-dream. zapraszam ^^

ile razy pisałam, że kocham twoje pisanie? tysiąc?
shameeka/PunkNymph 14/04/2009 16:34:04
| brak www IP: 195.116.69.2

Dzięki za komentarz, u mnie.
Jestem za odprawieniem egzorcyzmów na nauczycielach!!
Oh, i miło mi słyszeć, że ktoś jest na moje wypociny napalony, mrr.

Pozwolisz, że dodam Cię do linków?

Wesołych!
Ilovepatd 11/04/2009 18:45:13
| brak www IP: 83.11.113.227

uśmiałam się jak norka xD genialne opowiadanie, aż człowiekowi się żyć zachciewa :D pozdrawiam i czekam na next notkę ;D
Bionix 28/03/2009 14:07:18
| brak www IP: 83.2.127.143

haha, cudo! cudo! cudo!
masz nieziemskie teksty, a Val jest po prostu boska. nie do opisania.
czekam niecierpliwie na następny odcinek.
Ilovepatd. 25/03/2009 20:40:14
| brak www IP: 87.207.98.104

Dobra, stara, trochę mnie zaskoczyłaś. Po tak długim czasie nieczytania Twoich odcinków wydaje mi się to trochę inne. Wcześniejsze lepiej Ci wychodziły, ale widać, że się rozkręcasz bo trochę swojego boskiego humoru wykorzystałaś. Ogólnie pomysł zajebisty xD z tym oknem. No i ahahaha chciałabym widzieć minę wściekłej Valerie! A ta babka wyglądem przypomina mi moją nauczycielkę z WOKu :P hehehe! I w ogóle. Nie mogę się doczekac tego walentynkowego duetu. Uhuhu! Słitaśne pozdro :P
Tajowa 8/03/2009 20:51:12
| brak www IP: 93.105.221.201






watch
criticize



// Dodaj do Ulubionych




8876critics here


Madzia
Dredzik
Ilovepatd



2009
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2008
Grudzień










{kluby}


layout made by Kitty
graphics taken from deviantART
More in layout made by old-yellow-bricks