Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
4. Close your eyes and I'll close mine...

4. Close your eyes and I'll close mine...




________________________________


-Witam moją najukochańszą partnerkę.- Urie ukłonił się nisko, nawet nie starając się ukryć kpiącego uśmiechu, który od razu pojawił się na jego ustach. Z satysfakcją obserwował, jak Valerie prawie połamała smyczek i zacisnęła zęby, usiłując usunąć z głowy myśl o zabiciu bruneta za pomocą ukochanej wiolonczeli.- Jak minął dzień? Po minie widzę, że wybornie. Gotowa na cudowną próbę naszego wytwornego dueciku?
-Urie...- Wysapała i już miała zamiar wstać, gdy do sali weszła profesor Berrington, kobieta odpowiedzialna za to całe bagno.
Val zdążyła jeszcze ułożyć usta w słowa ‘zabiję cię’, po czym z uśmiechem spojrzała na okrągłą blondynkę.
-Jak tam? Zestresowani przed premierą?- Zapytała kobieta, głaszcząc obydwoje po głowach.
-Moja wielebna partnerka chyba nieco się denerwuje.- Bden skinął na nią głową.- Valerie, aż ci palce zbielały od ściskania tego gryfu.- Zauważył, patrząc na nią kpiąco.
-To PODSTRUNNICA.- Wysyczała, mierząc go lodowatym spojrzeniem.-I o mnie się nie martw. Lepiej zajmij się swoimi brwiami, niedługo nie dojrzysz przez nie klawiszy.- Warknęła, a po chwili na jej ustach pojawił się cień uśmiechu.
-Jak zwykle pałacie do siebie niepojętą miłością.- Westchnęła Berrington, siadając bezsilnie na krześle.- Premiera za pięć dni, moglibyście się w końcu do siebie przyzwyczaić, co?
-Niestety, prawidłowe zagranie nut powinno chyba pani wystarczyć.- Stwierdziła Val, wzruszając ramionami.
-Wy nie macie zagrać nut, tylko zagrać DUET! Macie się wczuć, chłonąć muzykę, oczarować publiczność, sprawić, by powietrze przesiąknęło magią, by cała publiczność wstrzymała oddechy chłonąc tą cudowność, tą siłę, tą...
Valerie jak zwykle nieco się wyłączyła i zawiesiła wzrok w jednym punkcie. Kochała, gdy Berrington zaczynała mówić o muzyce. Miała wtedy chwilę spokoju i mogła zostawić tą znienawidzoną salę i jeszcze bardziej znienawidzonego Brendona siedzącego tuż koło niej. Odlatywała myślami gdzie tylko chciała, wyobrażając sobie na przykład, że siedzi wraz z Johnym Deppem w wielkim studio w Los Angeles i właśnie ćwiczą scenę pocałunku do filmu, który na pewno okaże się wielkim sukcesem i...
-Westberg? Ziemia do rudej!
Valerie potrząsnęła głową i wbiła nieprzytomny wzrok w wyraźnie ucieszonego Brendona. Gdy zorientowała się, że jest tak ucieszony z jej powodu, szybko zmrużyła oczy i warknęła:
-Nie mów do mnie RUDA!
-Dzieci, błagam was, choć przez chwilę zachowujcie się tak, jakbyście się lubili!- Jęknęła Berrington.
-Mission: Impossible.- Mruknęli dokładnie w tej samej chwili. Spojrzeli na siebie speszeni, po czym wbili oczy w nuty.
-Zawsze jakaś synchronizacja...- Westchnęła Berrington, powoli kręcąc głową.- Zaczynamy. Brendon, skup się.- Rozkazała, po czym wygodnie rozsiadła się w fotelu. Chłopak spojrzał w sufit, po czym, ciężko wzdychając, zaczął grać. Valerie, chcąc nie chcąc, musiała wsłuchiwać się w muzykę, przy czym, zupełnie nieświadomie, uparcie wpatrywała się w palce chłopaka szybko biegające po wielkiej klawiaturze. Po jakimś czasie przeciągnęła smyczkiem po strunach, starając się jak najlepiej zsynchronizować z grą bruneta. Udało jej się to zadziwiająco dobrze.
Zagrali już ponad połowę utworu, Berrington niemal rozpływała się w swoim fotelu, a po czole Valerie zaczęły spływać kropelki potu.
Denerwowała się, jak nigdy wcześniej. Co dopiero będzie na premierze?
Chwila nieuwagi, jeden jedyny palec ułożony na złym miejscu, zły kąt przyłożenia smyczka i trach. Normalny słuchacz najprawdopodobniej nie usłyszałby najdrobniejszego fałszu, jednak Valerie go usłyszała. Poczuła, jak przez jej kręgosłup przebiega zimny dreszcz, a oczy powoli stają się wilgotne. Zacisnęła pięści, odrzuciła smyczek i wstała z krzesła, po czym szybko zbiegła ze sceny i usiadła tuż pod nią, ukrywając twarz w dłoniach.
Brendon przerwał grę i ze zdziwieniem spojrzał na puste miejsce po swojej prawej stronie.
-Co, znowu przewlekłe problemy z żołądkiem?- Zawołał, usiłując dojrzeć Valerie. Po chwili ujrzał środkowy palec szczupłej dłoni dziewczyny uniesiony tuż nad podłogą sceny.
-Valerie, wracaj tu i gramy dalej. Każdemu mogło się zdarzyć, poza tym, twój błąd wcale nie był słyszalny...- Berrington wstała z krzesła i przyklęknęła na scenie, tuż nad głową skulonej Val.
-Jak nie był słyszalny, skoro pani go usłyszała?!- Wykrzyknęła, patrząc na nią wilgotnymi oczami.
-Kochanie, nie denerwuj się tak, a wszystko pójdzie dobrze...
-Nic nie pójdzie dobrze, ja nie potrafię tego zagrać! Zawsze mylę się w tym miejscu, nigdy mi to nie wychodzi!- Załkała dziewczyna, tupiąc nogami jak małe dziecko.
-Ja pierwszy raz usłyszałam ten błąd.- Powiedziała kobieta, głaszcząc włosy dziewczyny.- Vally, nie poddawaj się. Skro mówię, że potrafisz to zrobić, to znaczy, że potrafisz...
-Nie byłabym taka pewna.- Szepnęła, przecierając mokre policzki.- Możemy zrobić przerwę? Ja... nie sądzę, żebym cokolwiek z siebie wykrzesała.
-Oczywiście złotko. Wracajcie do domu i przyjdźcie tu jutro. Po prostu zostaniemy trochę dłużej.- Powiedziała Berrington, uśmiechając się ciepło.
-Dziękuję.- Szepnęła Valerie, po czym wróciła na scenę, schowała wiolonczelę do pokrowca i odłożyła ją na miejsce. Wychodząc z sali, uśmiechnęła się do Berrington i udawała, że Brendon rozpłynął się w powietrzu. Była pewna, że następnego dnia cała szkoła będzie żyła jej wybuchem na próbie.
Szybkim krokiem ruszyła w kierunku szkolnych szafek. Chciała jak najszybciej wrócić do domu i zapomnieć o tym, jak bardzo zbłaźniła się przed facetem, dla którego jej wściekłość była jak tlen.

Tymczasem Brendon, ku własnemu zdziwieniu, wcale się nie uśmiechał. Nie czuł nawet najmniejszej wesołości ani satysfakcji z tego, że to poniekąd przez niego Valerie puszczają nerwy.
-To... ja... też już pójdę.- Mruknął, na co Berrington kiwnęła głową.
Szybo wybiegł z sali i przebiegł korytarz w poszukiwaniu Valerie. Nie wiedział, co zrobi, gdy już ją dogoni, jednak czuł, że coś zrobić musi.
Wybiegł na parking i dojrzał tylko burzę rudych włosów znikającą za wielką furgonetką. Od razu przyspieszył kroku, a raczej zaczął biec i krzyknął:
-Valerie, zaczekaj!
Dziewczyna odwróciła się ze zdezorientowaną miną mając nadzieję, że jakimś cudem ktoś z jej znajomych zawieruszył się w szkole i poczuł wielką ochotę na odwiezienie jej do domu. Gdy tylko dojrzała twarz biegnącego w jej kierunku chłopaka, obróciła się na pięcie i szybko ruszyła przed siebie.
-Valerie, proszę, nie rób cyrku!- Wysapał Bden, chwytając dziewczynę za ramię. Valerie szybko uwolniła się z jego uścisku i obrzuciła go morderczym spojrzeniem, zaciskając prawą pięść na swojej torbie.
-Co, chcesz się pośmiać? Nie wystarczyło ci to, co stało się na próbie? Muszę cię rozczarować, nie mam zamiaru już nigdy tracić nad sobą panowania, a na pewno nie w twoim towarzystwie!
-Val...
-ZAMKNIJ SIĘ! Nie wystarczy ci to, że możesz opowiedzieć swoim lanserskim przyjaciołom o tym, jak to samą obecnością doprowadzasz mnie do furii?! No dalej, dzwoń do nich już teraz, relacje na gorąco są najlepsze!
-Valerie, nie mam zamiaru z nikim o tym gadać!!!- Wykrzyknął na cały głos. Odetchnął głęboko, gdy dziewczyna wytrzeszczyła na niego oczy i lekko rozchyliła usta.- Masz o mnie totalnie złe wyobrażenie, ja nie jestem męskim wydaniem pustej cheerleaderki.
-Nie? To dlaczego...
-Najpierw ty mi powiedz, dlaczego warczysz do mnie i patrzysz na mnie jak na szczura odkąd pamiętam? Przykro mi, ale nie ja zacząłem tą ‘wojnę’.- Stwierdził, cały czas wpatrując się w jej zielone oczy. Dziewczyna już się nie odezwała, tylko wbiła wzrok w wąski kawałek asfaltu między ich stopami.- Dowiem się, czy dalej mam dręczyć cię tą najgorszą stroną mojej osobowości?
-To masz jakieś inne?- Zapytała, na nowo odnajdując w sobie przepastne pokłady ironii zarezerwowane tylko i wyłącznie dla Brendona.
-Wyobraź sobie, że tą staram się pokazywać najrzadziej.
-I przypadkiem zawsze wychodzi na wierzch przy mojej skromnej osobie.- Prychnęła.
-Przypadkiem twoja skromna osoba od zawsze chce zobaczyć tylko ją.- Warknął, śmiesznie marszcząc nos. Valerie spojrzała na jego twarz i, nie mogąc się powstrzymać, lekko uniosła kąciki ust. Chłopak od razu zauważył jej gest i zmarszczony nos zamienił na szeroki uśmiech i lśniące oczy.
-I czego rżysz?- Zapytała, ruszając w kierunku przystanku.
-Ja tylko obdarowałem cię pięknym uśmiechem, droga partnerko. Mogłabyś się odwdzięczyć, to nie boli.
-Dlaczego w ogóle tak się mnie uczepiłeś? Zagramy ten cholerny duet i już nigdy więcej nie będziemy się spotykać.- Powiedziała szybko, nawet nie oglądając się na bruneta.
-Wierzysz w to?- Zapytał Bden, stając na jej drodze i uśmiechając się kpiąco. Dziewczyna tylko zmrużyła oczy i usiłowała go ominąć, jednak brunet nie dawał tak łatwo za wygraną.- Myślę, że nasze kontakty wcale nie muszą doprowadzać cię do skrajności.- Stwierdził, chwytając ją za ramiona.
-Puść mnie.- Rozkazała.- I daj mi spokój.
-Dam ci spokój, jeżeli zgodzisz się, bym ci coś pokazał.- Powiedział, uśmiechając się lekko. Dziewczyna mimowolnie zrozumiała jego słowa w nieco... emm, zdrożny sposób, dlatego też nie wytrzymała i zaczęła trząść się ze śmiechu.
-Nie wiem, czy jestem przygotowana na taki wstrząs.- Powiedziała, wciąż uśmiechając się do chłopaka.
-A mówią, że to faceci są zboczeni.- Westchnął Bden, wypuszczając szczupłe ramiona Valerie z uścisku i powoli kręcąc głową.
-Dobra, pogadaliśmy sobie, a teraz żegnam.- Powiedziała na odchodnym, kolejny raz usiłując zbyć tego ciemnowłosego natręta.
-Valerie, proszę cię.- Wycedził, mocno akcentując dwa ostatnie słowa. Dziewczyna powoli obróciła się i utkwiła w Brendonie zdziwione spojrzenie.- Mówię całkiem serio.- Powiedział, chcąc dodać swym słowom nieco wiarygodności.
-No to... okey.- Westchnęła, poprawiając torbę, której szelka niemiłosiernie wbijała się w jej szczupłe ramię.- Pokażesz mi to ‘coś’, czymkolwiek to jest... i odczepisz się ode mnie?
-Tego nie obiecuję. Ale przysięgam, że zrobię wszystko, żebyś nie reagowała na mnie jak na włochatego, śmierdzącego pająka.- Powiedział, uśmiechając się lekko. Ruda nie odwzajemniła tego gestu.- To taka introdukcja.
-Byle szybko, mam jutro sprawdzian z historii.- Powiedziała, szybkim krokiem zmierzając w kierunku parkingu. Brendon przez chwilę wpatrywał się w jej sylwetkę, a szeroki uśmiech jakby mimowolnie pojawił się na jego twarzy.
Może i Valerie była dobrą aktorką, może potrafiła zniechęcić do siebie każdego człowieka, może nie lubiła uzewnętrzniać swoich uczuć, jednak Bden wiedział, że ruda chce zakończyć tą małą wojnę.
Nie bez powodu zgodziła się na popołudniowy wypad ‘ nie wiadomo gdzie’ z podobno znienawidzoną kreaturą.
-Idziesz, czy nie?- Warknęła, znajdując się już dobrych parę metrów od chłopaka. Bden energicznie kiwnął głową i szybko pobiegł do Valerie.
***
-Dzwonię na policję!- Pisnęła histerycznie, wyglądając przez okno auta bruneta.
Okolica nie wyglądała zachęcająco; stare, dawno nie nadające się do remontu budynki straszyły ogromnymi dziurami zamiast okien, wyjątkowo nie artystyczne graffiti zdobiło prawie każdą ścianę, a rozrzucone wszędzie butelki po wszelakich trunkach tylko dopełniały tego okropnego widoku.
-Nie panikuj...- Mruknął, z trudem zmieniając bieg w swoim starym chevrolecie.
-Ty mnie zgwałcisz! Powiesisz na haku! I obedrzesz ze skóry!- Piszczała, wymachując rękami.
-Zapomniałaś o odcięciu rąk i wysmarowaniu kikutów solą.- Stwierdził, na co twarz Valerie zmieniła barwę z soczyście czerwonej na trupio bladą.- A twoje piękne, zgrabne paluszki upichcę sobie w sosie z krwi upolowanego wcześniej kota.
-Ty jesteś...
-Pieprzyć wegetarianizm! Takiej okazji nie zmarnowałby nawet sam Thom Yorke, nie sądzisz?
-... chory.- Pisnęła i głośno przełknęła ślinę.
-A ty jesteś roztrzęsioną histeryczką. Amen.- Mruknął, gasząc silnik swojego auta.- Jesteśmy na miejscu. Czas na zabawę!- Dodał, szaleńczo falując brwiami.
-Ja naprawdę dzwonię na policję.- Szepnęła, wybijając numer roztrzęsionymi palcami.
-Powodzenia. Tu nie ma zasięgu.- Zaśmiał się, po czym wysiadł z samochodu i podszedł do drzwi od strony Val. Otworzył je szeroko i nachylił się nad wciąż przerażoną dziewczyną.- Widzę, że specjalność kuchni ma małego cykora, co?
-Odejdź! Zostaw mnie!
-Spokojnie, nie będzie bardzo bolało. To będzie piekielny, niepojęty i niewysłowiony ból...- Szepnął, przybliżając usta do jej ucha i wykrzywiając je w kpiącym uśmiechu.
-POMOCY!!!- Wrzasnęła, wbijając w Brendona przerażony wzrok.
-Tu nikogo nie ma.- Mruknął, mocno chwytając dłoń dziewczyny. Była niesamowicie zimna.
-Brendon, błagam cię, ja nie...
-Oj przestań cyrkować, idziemy.- Powiedział, zachowując się już całkiem normalnie.
Widząc, że dziewczyna wcale nie jest skłonna uwierzyć, że jednak nie jest psychopatycznym gwałcicielem, złapał ją w pasie i wyciągnął z samochodu. Nogi odmówiły Valerie posłuszeństwa, nie mogła sama postawić ani jednego kroku, co dopiero mówić o szaleńczej ucieczce. Mimowolnie uwiesiła się na ramieniu Brendona i pozwoliła mu poprowadzić się w kierunku jednej z wielu, z pozoru identycznych, ruder.
-Powiedz Kaylee, że była moją najlepszą przyjaciółką.- Szepnęła, gdy stawiali pierwsze kroki we wnętrzu domu. Smród stęchlizny uderzył do jej nozdrzy i poraził swoją intensywnością, przez co w oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
-Sama jej to powiesz. Przyjdziesz jako duch.- Powiedział, zadzierając głowę i patrząc na schody. Wszystkie były na miejscu, więc zaryzykował wejście na górę.
Gdy usłyszał ciche pociągnięcie nosem, szybko spojrzał na twarz Valerie. Wyglądała jak małe dziecko po stracie ukochanej zabawki w walce z Piaskownicowym Gangiem Młodocianych Szowinistów.
-Ty płaczesz?
-Nie, tylko zakręciło mnie w nosie.- Powiedziała, odwracając wzrok.
-Ty brałaś to wszystko na serio? Głupku!- Zaśmiał się w ten charakterystyczny dla siebie sposób.
-Tu śmierdzi!
-Ale ty jesteś naiwna..- Kpił dalej, trzęsąc się ze śmiechu.- Naprawdę się przestraszyłaś?
-Niczego się nie przestraszyłam, tu strasznie śmierdzi!- Wrzasnęła, zaprzeczając swojemu wcześniejszemu zachowaniu.
-Jesteś genialna.- Powiedział, spoglądając Val w oczy. Wciąż się uśmiechał.
Na policzkach rudowłosej pojawił się delikatny rumieniec. Słowa chłopaka działały na nią stanowczo zbyt intensywnie.
-Tu śmierdzi.- Szepnęła, usiłując zająć czymś swoje myśli i usta.
-Już to mówiłaś.- Zauważył, z satysfakcją obserwując jej coraz ciemniejszy rumieniec.- To tutaj umrzesz, ma dziewicza ofiaro.- Powiedział, otwierając wyjątkowo ładne jak na ten budynek drzwi.
Valerie odsunęła się od Bdena i pewnym krokiem przekroczyła próg, spodziewając się zobaczyć kolejne obdarte ściany i sypiący się sufit. Jak bardzo się zdziwiła.
Na czystej, wyłożonej błękitną wykładziną podłodze stał prowizoryczny, drewniany stolik, po którego prawej stronie ułożone zostały dwa grube materace, jeden na drugim. Tuż nad stołem, dokładnie naprzeciwko drzwi znajdowało się duże, staroświeckie okno. Pokój znajdował się po zachodniej stronie budynku, dlatego też ciemnopomarańczowe, intensywne światło słońca bezkarnie tańczyło na każdym, nawet najmniejszym fragmencie pomieszczenia.
Po lewej stronie rudowłosej stał ogromny regał, po brzegi wypełniony książkami. Podeszła do nich i jako pierwsza wyjęła swoją ulubioną, „Miasteczko Salem” Kinga. Uśmiechnęła się do Brendona opierającego się nonszalancko o framugę, po czym szybko przeszła na prawą stronę pokoju, w której oprócz materacy znajdowała się niewielka komoda. Otworzyła pierwszą szufladę i posłała pytające spojrzenie chłopakowi, który właśnie sprzątał coś ze stolika. Nie widząc sprzeciwu, śmiało sięgnęła po ogromny, brązowy przedmiot, który to okazał się być albumem.
-Co to jest?- Spytała, delikatnie dotykając wiekowej okładki.
-Jakby... fotograficzny pamiętnik. Lepiej nie otwieraj, zanudzisz się.- Powiedział, uśmiechając się lekko. Ruda odwzajemniła gest i odłożyła album do komody. Chyba pierwszy raz uszanowała wolę Bdena.
-Ładnie tu.- Powiedziała, ze zdziwieniem oglądając soczystą błękitną barwę ścian pokoju.
-Taka tam.. prowizorka.- Westchnął Bden, wskazując palcem na dziurę w ścianie zapchaną kilkoma gazetami.
-Jest świetnie.- Pochwaliła go, kolejny raz podchodząc do regału z książkami.- Sam to odnowiłeś?- Zapytała, zwracając się chyba do mini- biblioteki chłopaka.
-Zupełnie sam.
-Nie zrozum mnie źle, ale... Po co to zrobiłeś?- Zapytała, jeżdżąc palcami po przyjemnie szorstkich grzbietach książek.
-Chodź ze mną.- Powiedział, ciągnąc ją w stronę okna. Po chwili siłowania się z przestarzałym zamkiem i bojaźliwą Valerie, siedzieli na dachu i wpatrywali się w słońce powoli chowające się za horyzontem.- Zawsze, jak mam tremę... tak jak ty.- Valerie zostawiła to bez komentarza.- Albo po prostu się czymś denerwuję, czy też z kimś pokłócę... Zawsze przychodzę tutaj. Kładę się na tych starych materacach i karmię szczury drugim śniadaniem, albo siadam tutaj, na dachu i... Po prostu tu jestem. To miejsce mnie uspokaja, wycisza, pozwala nabrać dystansu. Jest jak środek antydepresyjny, uspokajający i narkotyk jednocześnie. Nikt o nim nie wie, nawet Kaylee. Tylko ja.- Zamilknął na chwilę.- No, teraz ja.. i ty.- Szepnął, bezwiednie skubiąc starą dachówkę. Spuścił wzrok i nerwowo pocierał łydkę. Czuł, że za bardzo się otworzył, że powiedział za dużo.
Chciał to cofnąć i powiedzieć cokolwiek, byle nie prawdę. Czuł jakby... strach przed wyśmianiem, odrzuceniem. Szczególnie przez tą rudowłosą dziewczynę siedzącą po jego lewej stronie.
Chciał jej jakoś pomóc w pokonaniu stresu, a wyszło na to, że to on się spowiada.
Jesteś beznadziejny, Urie.

Valerie przyglądała się mu badawczo przez cały czas. Wyglądał bardzo wiarygodnie, chyba się z niej nie nabijał. Co więcej, był z nią szczery (!).
Zauważyła jego niewątpliwe zażenowanie i delikatnie dotknęła jego ramienia. Chłopak od razu spojrzał jej w oczy, szukając najmniejszej oznaki rozbawienia.
Nie dojrzał jej.
-Dziękuję.- Szepnęła, uśmiechając się ciepło. Przez chwilę wpatrywała się w jego czekoladowe tęczówki, po czym przeniosła wzrok na pomarańczową kulę słońca.
Tym jednym słowem i uśmiechem sprawiła, że Bden już nigdy nie był dla niej kupą przygłupiego, egzystencjalnego złomu.
Był zagadką, którą musiała rozszyfrować. Którą chciała rozszyfrować.


tragic-cigarette 18/04/2009 17:00:34 [Powrót] Komentuj



O boże, nienawidzę siebie za to, że tak zaśmiecam Ci komentarze ;C
Czy jest jakikolwiek inny sposób żebym mogła Ci powiedzieć, że u mnie coś nowego się pojawiło? Jeśli w ogóle chcesz być powiadamiana ;))
No nic, na razie chyba zmuszona jestem napisać tutaj - can touch, nowy.

K.
K. 24/05/2009 10:55:28
| brak www IP: 87.206.104.100

Kiedy nowy, kiedy nowy?

Jeśli chcesz - u mnie świeży odcinek.
Zapraszam :*
Ilovepatd 20/05/2009 08:23:11
| brak www IP: 87.206.104.100

ej nooo ;( ja rozumiem, licełum i te inne piehdoły, no ale tu się CZEKA!!! ;pp
PunkNymph 16/05/2009 12:03:23
| brak www IP: 195.116.69.2

Nowy post na moim blogu. Przy okazji chciałam Cię zaprosić na http://can-touch.blog.onet.pl/ - na opowiadanie ;))
K. 11/05/2009 15:10:24
| brak www IP: 87.206.104.100

Zapraszam do siebie na nowego posta! (;
K. 28/04/2009 20:30:54
| brak www IP: 87.207.98.104

Ubóstwiam Cię! Twój styl pisania, porównania i poczucie humoru. Co więcej, czuję, że cholernie Ci teraz słodzę. No, ale.. czasami trzeba, nie sądzisz? Fragment, na samym początku, kiedy Val mówi Brendonowi, że niedługo spod swoich brwi nie będzie widział klawiszy totalnie mnie rozwalił! Brawo!
U mnie staro-nowy odcinek. Nie wiem jak go nazwać. Aczkolwiek - jest. Zapraszam!
K. 25/04/2009 11:14:51
| brak www IP: 87.207.98.104

o w dupe !!!! twoje opowiadanie jest boskie !!!!! omg. aż mnie zatkało. nie no...BOSKIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! jestem oszołomiona ; o ciekawe co będzie dalej no i jak sie pogodzą....z tym dachem najlepsze. prosze pisz syzbko coś nowego bo umreee ;D
pozdrawiam ; *
pandomaniaczka 25/04/2009 10:45:36
| brak www IP: 80.54.90.1

o.łał.
Bden...normalnie jeszcze tylko brakowało mówienia wierszem!
Pan że tak powiem Zagadka jest...no cóż...ładne oczy ma xd
podobało mi się. jak zwykle.
PunkNymph 19/04/2009 14:36:06
| brak www IP: 195.116.69.2

Idealny odcinek :) chyba nie muszę pisać nic więcej...
Przeczytałam jednym tchem.
Czekam na następne.
Świetny był fragment z opisem obdzierania ze skóry ;)
joy 19/04/2009 13:56:54
| brak www IP: 83.4.179.106

Staraaa, czemu ja o tym odc. nie wiedziałam? hm, hm... strasznie dużo w nim zmieściłaś a co ciekawsze- wyszło Ci to całkiem naturalnie. Ja bym tak nie umiała xD jestem na tak, łii :D najbardziej rozwalił mnie fragment kiedy Val zaczyna piszczeć xD taaa Bden wygląda porażająco niebezpiecznie :D noo a u mnie też nowy. pozdroł ;D ;*
Tajowa 18/04/2009 22:45:22
| brak www IP: 93.105.221.201






watch
criticize



// Dodaj do Ulubionych




8353critics here


Madzia
Dredzik
Ilovepatd



2009
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2008
Grudzień










{kluby}


layout made by Kitty
graphics taken from deviantART
More in layout made by old-yellow-bricks